24 sierpnia zmarł Henryk Kobylasz. Ze smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci mieszkańca naszej Gminy. Pan Henryk był zafascynowany lokalną przyrodą, uwielbiał wędkować, pełnił funkcję prezesa Koła Wędkarskiego „Szczupak”. Był szanowanym mieszkańcem,  zawodowo był cenionym rzemieślnikiem, a po przejściu na emeryturę oddawał się swojej pasji – wędkowaniu i dbałości o środowisko.

Rodzinie i Bliskim śp. Henryka Kobylasza składamy wyrazy współczucia.

Kilka lat temu Pan Henryk udzielił nam wywiadu o swojej pasji. Dziś ponownie publikujemy zapis tej archiwalnej rozmowy.

 – Nie ma co tu dużo gadać. To jest super sprawa! – takimi słowami Henryk Kobylasz rozpoczyna rozmowę o swoim hobby. Hobby, które połączyło 140 osób z różnych części Polski. Wszyscy jednak związani są z Gminą Damnica. Tu bowiem zlokalizowane jest łowisko „Perełka”, które przyciąga największych zapaleńców. 140 wędkarzy niemal codziennie marzy o realizowaniu swojego hobby. Dlatego założyli Koło Wędkarskie „Szczupak”. Henryk Kobylasz z Damnicy szefuje mu już drugi rok. Jak sam mówi, wędkarstwo to nie tylko sport, ale przede wszystkim wspaniały pomysł na życie, na aktywne spędzanie wolnego czasu. – Staramy się upowszechniać wędkarstwo w całej gminie. Chcemy uczyć młodych mieszkańców zapału, a także miłości i szacunku do przyrody – mówi prezes. Dlatego utworzono szkółkę wędkarską. Dzięki niej dzieci mogą nieodpłatnie uczyć się zasad wędkarstwa. – Ale to nie wszystko. Oprócz nauki technicznego łowienia ryb, wędkarstwo wyrabia charakter, uczy cierpliwości. To doskonały kurs prawdziwego życia- wylicza Pan Henryk. Prezes „Szczupaka” zachęca wszystkich młodych ludzi, aby zapisali się do szkółki. To nic nie kosztuje, a sprawia, że młodzi rozwijają swoją pasję, a energię pożytkują w sposób pozytywny – dodaje Kobylasz.

Młodzi ludzie często nie wiedząc co zrobić z wolnym czasem, popadają w znudzenie, a to prowadzi do patologii. Jak twierdzą członkowie koła, często są zaskakiwani postawą młodych zapaleńców, którzy potrafią cały dzień spędzać nad jeziorem i poświęcać się swojej pasji. Chcą, aby było ich coraz więcej. Stąd pomysł na stworzenie szkółki. To jednak tylko fragment działalności „Szczupaka”. Osoby zrzeszone w Kole dbają o odpowiedni stan zarybienia „Perełki”, o teren, o środowisko. – Budujemy nowe pomosty, niebawem przy łowisku pojawi się wspaniała wiata i powstanie profesjonalne miejsce do parkowania aut. Już się cieszę, bo widzę to oczyma wyobraźni – mówi z zapałem Pan Henryk. Praca wędkarzy jest aktywnością społeczną. Tu nikt, nikomu nie płaci. Pieniądze pozyskiwane ze składek są na bieżąco wydawane na zarybianie łowisk. Założenie jest proste: jeśli chce się spędzać miło czas, w zadbanym miejscu, to trzeba poświęcić czas i energię. Ale to prawdziwa przyjemność – zapewniają. Samo wędkowanie jest finalnym efektem pasji. Choć dla niektórych jest to przejaw nudy, to dla członków Szczupaka, to nie tylko doskonała okazja do odpoczynku. – Najwspanialszym jest podziwianie przyrody, delektowanie się ciszą – mówią. Nie da się jednak ukryć, że wędkarstwo pojmowane jako sport, budzi postawę rywalizacji. Porównywanie złowionych ryb z innymi, wymiana doświadczeń, obmyślanie nowych receptur przynęty – to wszystko stanowi ważny element wędkowania. – Oczywiście, że miło jest łapać zawsze dorodne okazy i mieć powód do chluby. Ale tu ważniejsza jest cała otoczka. Poranne wstawanie, wyrabianie przynęty, dobieranie odpowiedniego sprzętu – mówi prezes.

Niektórym wydaje się, że ryby to głupie stworzenia… Tu Henryk Kobylasz ucina rozmowę. – Ależ to nieprawda! – mówi stanowczo. – To bardzo mądre stworzenia. Trzeba poznać ich środowisko, zachowania, które często są uzależnione od pogody, aby zrozumieć świat podwodny. Tylko wtedy można szanować ten sport i być prawdziwym wędkarzem. W samym bowiem wędkowaniu nie chodzi o pozyskanie mięsa. Owszem, są tacy wędkarze, którym zależy tylko na zdobyciu ryby do jedzenia. Przez członków koła są oni nazywani „mięsiarzami”. Wędkarzom – pasjonatom zależy bardziej na atmosferze wędkarstwa, a nie na samych rybach. Często biorą udział w zawodach, w których po zmierzeniu i sfotografowaniu złowionego okazu, ponownie wypuszcza się go do wody. – Bo satysfakcja jest w tym, że się złowiło, a nie zjadło – podkreśla Kobylasz. Sam pasją wędkarstwa zaraził się ponad 50. lat temu. Od tego czasu dużo się zmieniło. Jest mniej ryb, a sprzęt coraz lepszy. Okazuje się jednak, że wymyślne spławiki czy kołowrotki często są drogim gadżetem, nie przekładającym się na wynik połowów. Pan Henryk do dziś wspomina swoją pierwszą wędkę. Kij z leszczyny, zakończony jałowcem. – Było wtedy tyle ryb, że nawet na takie konstrukcje własnej roboty łowiłem ich mnóstwo – wspomina. Dziś ma kilkanaście wędek, z których używa tylko kilku. To jego małe mauzoleum, przypominające lata pasji. Dziś Pan Henryk jest emerytem, który nie wyobraża sobie spędzać czasu przed telewizorem. Korzysta z każdej okazji, aby wyjść z domu, najlepiej na ryby. – Inaczej chyba bym umarł – uśmiecha się.

Skoro rozpoczął się nowy rok, to doskonała pora na życzenia. Czego zatem można życzyć członkom koła? – pytam. – W wędkarstwie życzy się połamania kija – mówi pan Henryk. A najważniejszym życzeniem byłoby takie, aby wandale nie niszczyli nam naszych stanowisk na łowisku, bo to niestety zdarza się bardzo często – zasmuca się.

Rozmawiał Paweł Lewandowski