„Remiza to mój drugi dom…”

        W plebiscycie zorganizowanym przez Głos Pomorza, mieszkańcy powiatu mogli głosować na najlepszych strażaków ze swoich gmin. W kategorii na najlepszą jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej zwyciężyła OSP Damnica. To jednak nie koniec sukcesów. W kategorii na najlepszego strażaka ochotnika najwyżej oceniono Jarosława Ziemskiego z Damnicy, który uzyskał 657 głosów w konkursie wyprzedzając rywali o blisko 200 głosów!

       Jarosław Ziemski – naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Damnicy. Bierze czynny udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych. Jako kierowca jest na prawie wszystkich akcjach. Trenuje strażaków na zawody sportowo-pożarnicze i odnosi znaczące sukcesy. Ukończył kursy ratownika medycznego, obsługi sprzętu hydraulicznego, pilarza i wiele innych. W 2008 r. i 2009 r. – zdobył mistrzostwo powiatu oraz mistrzostwo województwa w 2006 r. Z damnicką drużyną brał udział w Mistrzostwach Polski w roku 2007.

Rozmowa Jarosławem Ziemskim, Strażakiem – Ochotnikiem Roku 2009.
– Od którego roku jest Pan członkiem OSP?
– Strażakiem Ochotnikiem jestem od 1979. Od urodzenia mieszkam w Damnicy.
– Jak zareagował Pan na wyniki plebiscytu „Głosu Pomorza”?
– Jest to uczucie nie do opisania. To bardzo miłe, kiedy inni doceniają naszą pracę. Cieszy, kiedy ludzie zauważają pracę innych, zaangażowanie oraz działalność na rzecz lokalnej społeczności. Oczywiście, to nie jest tylko mój sukces. Wyróżnienie traktuję jako podziękowanie za pracę dla wszystkich ludzi związanych z Ochotniczą Strażą Pożarną w Damnicy. Proszę pamiętać, że to właśnie OSP Damnica zwyciężyła w kategorii na najlepszą jednostkę.
– Jak Pan trafił do OSP?
– Muszę przyznać, że był to przypadek. Mój ówczesny przełożony w zakładzie pracy powiedział, że organizowane są zawody strażackie i zachęcił, abym wraz z kolegami wziął w nich udział. Z tej grupy, tylko ja pozostałem w OSP. I tak już minęło 30 lat! Dziś już wiele się zmieniło. Z zasady nie przyjmujemy młodych ludzi z łapanki. Oni muszą przejawiać wiele cech – przede wszystkim odpowiedzialność za pracę i resztę drużyny, chęć do podejmowania nowych zadań i poważnych wyzwań, muszą wreszcie posiadać odpowiednie predyspozycje. W straży nie może być miejsca na ludzi nieodpowiedzialnych. Jestem ojcem trzech synów, którzy sami wykazywali wiele chęci do podjęcia pracy w straży. Ja ich nie zmuszałem, nie namawiałem do wstąpienia w szeregi OSP. Wychowywali się obserwując mnie i moich kolegów, aż pewnego dnia sami postanowili zostać strażakami. Zresztą mieszkamy przy remizie, to nasz drugi dom…
– Do jakich wezwań najczęściej Panowie wyjeżdżacie?
– Praktycznie do wszystkich. Pożary, wypadki, szerszenie… Musimy zabezpieczać wszystkie zdarzenia do momentu przyjazdu Straży Pożarnej ze Słupska. Nawet kiedy jestem w pracy i nie mogę brać udziału w akcji, jestem na bieżąco informowany o jej przebiegu za pomocą wiadomości sms, co pozwala mi kontrolować i pilotować całą akcję. W ciągu roku wyjeżdżamy do około 50-60 zdarzeń.
– Co się czuje, kiedy dostajecie wezwanie?
– Pierwszym odczuciem jest ściśnięte gardło i szybsze bicie serca. Dopiero po przybyciu na miejsce zdarzenia i dokonaniu pierwszej oceny sytuacji adrenalina nieco spada. Wtedy jest tylko czas na profesjonalną pracę i jak najszybszą reakcję na ratowanie ludzkiego życia i mienia.
– Czego można Panu życzyć?
– Mam cztery marzenia, które chciałbym jeszcze spełnić. Pierwszym z nich jest rozbudowanie remizy, kolejnym zakup drugiego wozu strażackiego. Chciałbym także jeszcze raz wziąć udział w Mistrzostwach Polski…
– A czwarte marzenie?
-…przejść na emeryturę.

Rozmawiał: Paweł Lewandowski